Braveheart - Waleczne Serce

Braveheart

Braveheart - Waleczne Serce

„Braveheart – Waleczne serce” jest filmem Mela Gibsona, w którym on sam zagrał główną rolę. Jest to film historyczny, pokazujący walkę Szkotów o niepodległość. Obraz został nakręcony z rozmachem. Zyskał uznanie na całym świecie i słusznie, bo widz jest przykuwany do fotela na trzy godziny bez użycia kajdanek.

William Wallace grany przez Mela Gibsona w latach młodości jest świadkiem zamordowania swoich rodziców. Dostaje się pod opiekę swojego wuja. Po latach król Anglii Edward I zaczyna nękać Szkotów. Jego represje są niewybredne. Choćby prawo pierwszej nocy. Polegało ono na tym, że Angielski szlachcic mógł odebrać chłopu żonę na pierwszą noc po ślubie. Wallace jest świadkiem egzekwowania tego bestialskiego prawa na ślubie swojego przyjaciela. Po jakimś czasie sam William żeni się po kryjomu. Rozwścieczeni tą sytuacją Anglicy próbują zgwałcić nowo poślubioną małżonkę. Gdy ta się opiera zostaje zamordowana. To rozwściecza Wallace’a i zabija on oprawców żony. Tym czynem sprawił, iż cała wioska wybrała go na przywódcę buntu mającego dać Szkocji niepodległość, bo jako pierwszy przeciwstawił się angielskiej tyrani.

Akcja filmu oparta jest na faktach, ale nie trzyma się ich kurczowo. Tak więc „Braveheart” nie należy traktować jak podręcznik do historii. Nie jest to wadą filmu, ponieważ jest ona tylko tłem dla akcji i działa to moim zdaniem na korzyść filmu. Opowieść nie należy do krótkich, ale nie pozwala widzowi się nudzić. Losy powstania Szkockiego zmieniają się często, podobnie jak sytuacja na dworze angielskim. Walka o niepodległość Szkotów zyskuje coraz więcej sojuszników. To sprawia, iż Edward I szaleje ze złości. William Wallace zyskuje coraz więcej uznania w swojej ojczyźnie. Poznaje on kolejną kobietę. Historia toczy się dobrym tempem i jest umiejętnie opowiadana. Nie ma szans, by widz się pogubił, a rozwój wydarzeń potrafi zaskoczyć i być nieprzewidywalny.

Na duże uznanie zasługuje scenariusz. Emocje są stopniowane, a ich poziom jest idealnie dobrany do wydarzeń. Wszystko jest skrupulatnie przemyślane. Mamy do czynienia z sukcesami, niepewnością, nadzieją na poprawę sytuacji, porażkami oraz momentami wstrząsającymi. Takie podejście do scenariusza powoduje odpowiednią grę uczuć. Ważne chwile w filmie potrafią wzruszyć bądź wstrząsnąć. Dodatkowo akcja filmu nie ma nielogiczności i jest spójna, ale też prowadzona jest w dobrym tempie. Nie ma dłużyzn. Wątki rozwijają się we właściwy sposób i  wszystkie są zakończone. Losy Powstania Szkockiego i życie prywatne Williama Wallace nakładają się na siebie i oddziałują. Rozterki i wątpliwości głównego bohatera budują napięcie. Osiągają one szczyt podczas obserwacji wydarzeń rewolucji.  Wątki potraktowane są indywidualnie. Każdy perfekcyjnie i dokładnie. Przez to wciągają one widza bez reszty.

Film charakteryzuje się wielkim patosem. Jednak jest to zjawisko, które nie panuje przez cały film i nie odrzuca widza z tego powodu. Służy do pokazania wielkich, wzniosłych wydarzeń. Jest to zaleta scenariusza filmu. Nie mogło być inaczej ze względu na charakter dzieła i opowieści, którą stara się nam przekazać. Wszystko to tworzy nam z Wallace’a nietuzinkowego bohatera, który oddał się szlachetnej sprawie. Uświadamia też widzowi, jak ważna była wolność dla narodu Szkockiego. W scenach ukazane są epickie momenty walki i poświęcenia wojowników w walce o wolność, a tłem dla tego wszystkiego jest wspaniała linia melodyczna.

W filmie nie króluje sam patos. Jest wątek zabawnego Irlandczyka, dramaturgia czasami wieje grozą. Z tego wszystkiego najwięcej jest dramaturgii. Chociaż wydawałoby się, że pojawia się z rzadka, ale jak to robi to jest na najwyższym poziomie. Film ma wiele stylów, które nie walczą ze sobą. „Waleczne serce” posiada nietypowy klimat, pozwalający widzowi wczuć się w czasy, o których opowiada. To sprawia, że widz chce wrócić do filmu.

Od strony technicznej produkcja również jest doskonała. Trudno do zalet nie wliczyć muzyki. Podstawą jej jest Szkocka muzyka ludowa. Zresztą została ona uznana za jedną z lepszych w historii kina. Jest uzupełnieniem scen, co podkreśla ich charakter. Przyjemna dla ucha, bo jest doskonale skomponowana. Na wyróżnienie zasługują również kostiumy. Oddają one sytuacje społeczną bohaterów. Przepych na dworze królewskim oraz dużo skromniejsze stroje powstańców. Kostiumy współgrają z naprawdę dobrą charakteryzacją. No i oczywiście scenografia oddająca klimat Szkocji i Wysp Brytyjskich. Budowle warowne i wnętrza zasługują na docenienie, a wszystko to w górzystych i leśnych terenach. 
Mel Gibson z reżyserią filmu poradził sobie doskonale. Dodatkowym smaczkiem są sceny walk. Te są prowadzone w otwartym polu, jak i podczas oblężeń. Wyglądają widowiskowo. Oczywiście są to brutalne sceny, ale tak wyglądały bitwy w średniowieczu. Wszystkie te sceny zrobione są naprawdę dobrze. Wiele elementów zostało dobrze połączonych. Mówię tu o muzyce, kostiumach, plenerach i wszystkim innym.  Tworzy to genialną całość. Walkę Szkotów przedstawiono w formie przygody ukazując więź między głównym bohaterem, a narodem Szkockim i ich wrogość do okupanta.

Również aktorzy spisali się bardzo dobrze. Przede wszystkim Mel Gibson. Dużą rolę w kreacji postaci Williama Wallace’a ma charyzma, jaką bez wątpienia posiada Mel Gibson. To pozwala jego postaci pokazać podejście do walki o wolność. Mel Gibson przekazał jej wszystko: charyzmę, poświęcenie i wiarę w zwycięstwo. Tym wszystkim powinien cechować się przywódca powstania. Pokazana jest jego nienawiść do wroga. Wszystko to sprawia, że mamy obraz pełny genialnej gry aktorskiej. Kolejnym aktorem godnym wyróżnienia jest Patrick McGoohan. Gra on Edwarda I Tyrańskiego, króla Anglii. Dobrze zagrał bezwzględność i surowość, do klasyki należą sceny, w których wpada w szał w wyniku niepowodzeń. Rolę Roberta de Bruce zagrał  Angus Macfadyen. Świetnie zagrał wyrzuty sumienia po swoim błędzie oraz wstręt do swoich niegodnych krewnych. Jest to również rola wojownika, który zmienia się pod wpływem Williama Wallace’a. James Cosmo zagrał Campbella. Wojownika i szczerego przyjaciela głównego bohatera. Postać została zagrana z właściwymi emocjami. Ukazuje jak groźnym jest on żołnierzem. Przekonuje on swoją rolą.

Na koniec zajmijmy się przesłaniem jakie niesie za sobą film. „Braveheart – Waleczne Serce” wydaje się nie być kinem na pozór ambitnym. Po pierwsze główną sprawą jest walka o wolność, o którą zawsze i wszędzie jest warto walczyć. Pokazane jest widzowi, jaką cenę trzeba za nią zapłacić. Dodatkowo przesyła nam wiadomość, że wolność jest na wyciągnięcie ręki, trzeba mieć tylko odwagę o nią zawalczyć. Wolność jest też ważniejsza od innych wartości jakie za sobą niesie życie. Również ważniejsza jest od życia i zdrowia. Film pokazuje silne więzi, jakie są między szkotami. Jest to wartość, której chyba trochę brakuje we współczesnym świecie. Bez tego ruch narodowowyzwoleńczy nie powiódłby się. William Wallace’a jest jak mityczny Prometeusz, który otworzył swojemu narodowi oczy i pokazał, że warto i trzeba walczyć z okupantem. Pokazał, że nie wolno się poddawać, bo tylko kiedy jest się zdeterminowanym dochodzi się do sukcesów. Wallace przez to stał się bohaterem narodowym Szkotów, a przekazane przez niego wartości i schematy zachowań są w jego narodzie ojczystym do dziś.

„Braveheart – Waleczne Serce” umieszczam na „półce” arcydzieł światowej kinematografii. Dzieje się tak dlatego, że ciężko tu wskazać błędy czy wpadki. Film ma wszystko, co powinno mieć dzieło. Genialna gra aktorska, kostiumy, charakteryzacja, sceneria, muzyka, dialogi oraz chwytliwa historia. Nie byłoby tego bez geniuszu reżyserskiego Mela Gibsona, a co najważniejsze w tego typu filmach, czyli sceny batalistyczne. Polecam obejrzeć, bo jest warty „zmarnotrawienia” trzech godzin swojego życia.
 

link Więcej favorite_border Do obejrzenia
8.1
- Filmweb

Podziel się swoją opinią

TERAZ OGLĄDANE